Blog
Serialowo
Wrocławski
Wrocławski Dziadek Wnuczka
8 obserwujących 73 notki 63380 odsłon
Wrocławski, 14 kwietnia 2017 r.

"Pitbull - Niebezpieczne Kobiety" - upadek Vegi czyli bigos na winie

4431 21 1 A A A
www.Filmpolski.pl
www.Filmpolski.pl

Wszyscy wiedzą na czym polega przygotowanie bigosu na winie. Do gara z kapusta wrzucamy co się nawinie. I już jest następna część „Pitbulla”, czyli „Niebezpieczne Kobiety”. Film, na który czeka z utęsknieniem cała polska „gimbaza” (słowo to potraktujmy jako stan umysłu, a nie przekrój wiekowy), aby podziwiać swoich niezwykłych bohaterów. Ten bigos dla „gimbazy”  to właśnie recepta Patryka Vegi na podbój ekranów i zarobienie na czerwonego Ferrari. Usiadł sobie chłop przy buteleczce napoju rozweselającego w towarzystwie sfrustrowanych i niedowartościowanych gliniarzy, wysłuchał ich bajek i scenariusz gotowy. Scenariusz bez sensu, bez spójności, pełen głupot i wad. Połapać się w tym miszmaszu, w ilości postaci, niespójnych wątków, poszarpanej fabuły i idiotycznych zwrotach akcji nie jest w stanie żaden widz. Powstała mieszanka absurdalnych scenek, niby śmiesznych, a w rzeczywistości idiotycznych, nijak ze sobą niepowiązanych. Totalny, narracyjny chaos. Vega chciał wpakować do filmu watki dramatyczne, sensacyjne i komediowe i w rezultacie nic mu się nie udało. Niektóre postacie są wrzucone do fabuły tylko po to, aby mogły pojawić się na plakatach znane nazwiska.

Główna postać filmu, gangster Cukier to postać tak groteskowa, że nie wiadomo czy śmiać się czy płakać. Scena gdy lata z mechaniczną piłą za grupą dresiarzy przejdzie chyba do historii najgłupszych scen filmowych. Zresztą takich nielogicznych, absurdalnych i irracjonalnych zachowań głównych bohaterów jest cała masa. Dziwaczne dialogi składają się głównie z niezrozumiałego, męczącego bełkotu, „rzucania mięsem” i są równie absurdalne jak cały scenariusz. Cała obsada aktorska (no, może z bardzo małymi wyjątkami) gra tak sobie i chyba przy kompletowaniu ekipy zastosowano regułę: „z braku laku dobry kit”. Nie mówiąc już o tym, że  wciskanie na siłę do filmu wybitnego „aktora” Tomasza Oświecińskiego powinno być karane więzieniem bez zawieszenia.

Dzieło Vegi pokazuje dokładnie jak cienka jest granica miedzy pełnokrwistym, sensacyjnym filmem, a zwykłą żenadą. Jedyną mocną stroną filmu jest praca kamery. I to wszystko. No!  Ale budżet jest przewalony i chyba o to chodziło. Gimbaza, łyse karki i ich wytatuowane laseczki mają rozrywkę jak się patrzy, a twórcy trochę kasiorki. Następne części to chyba będą właśnie „Pitbull – Powrót Gimbazy”, „Pitbull – Niebezpieczne Karki”, „Pitbull – Kibole Nadchodzą” i.t.d. Podobno Pan Patryk ma kręcić coś o służbie zdrowia. Ja mam już tytuł: „Pitbull – Rzeźnia nr 5”.

Ja mam nadzieję, że Szanowne Koleżanki i Koledzy docenią moje poświęcenie, że wytrzymałem do końca tego irytującego i jarmarcznego badziewia, tym bardziej, że ja już trochę pastwiłem się nad tym wybitnym reżyserem [link] i [link]. Ale obiecuję, że to już ostatni raz. Na szczęście nie musiałem iść do kina. W EMPiK-u  film leży w koszach za 26,99 PLN.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale Kultura